facebook

Galeria


SP ILION



Kliknij na zdjęcie aby obejrzeć galerię.

Płeć: ogier
Rasa: wielkopolska / poch. Trakeńskie
Maść: kara
Data urodzenia: 8.12.1991
Data zgonu: 31.01.2013
Hodowca: Stadnina Koni Racot

 

Ilion
wlkp.
kara
O. Eszelon II
wlkp
gn.sr
O. Szaser  wlkp Karakas wlkp Elew
Komosa
Szari wlkp Priz
Szarotka
M. Emalda wlkp Rewir wlkp Nemrod
Recesja
Emara wlkp Dragon II
Empiria
M. Iliada II
wlkp
gn.
O. Deresław wlkp Awertin wlkp Belaney
Awantura
Deresława wlkp Dreibund
Danusia
M. Iliria wlkp Nemrod xx Aquino
Nutria
Illata wlkp Bambus
Ilania


Z Ilionem poznaliśmy się w 1999 roku. On był koniem Państwowym Stada Ogierów w Gnieźnie, ja jeździłam w stajni, w której się znalazł. Od razu się w nim zakochałam i tak właśnie zaczęła się nasza przygoda…

 

Początkowo nie tylko ja na nim jeździłam ale również i kilka innych osób, z czasem to się zmieniło, był prawie mój. Ponieważ stajnia znajdowała się nieopodal działki na której spędzałam z moją rodziną całe wakacje siedziałam w niej całymi dniami a kiedy lato się kończyło bywałam tam w każdy weekend. Wtedy też zajmowałam się Ilionem, przywoziłam mu kukurydze prosto z pola, buraki cukrowe, marchewki. Pamiętam jak kupowałyśmy z koleżankami płatki owsiane i inne dodatki i robiłyśmy naszym koniom pyszne mieszanki. Ponieważ Ilion spędził w naszej stajni chyba ze trzy lata mieliśmy dużo czasu dla siebie. Latem jeździliśmy prawie codziennie z koleżankami w kilkugodzinne tereny, gdzie objeżdżałyśmy z naszymi rumakami kilka jezior dookoła. Uwielbiałyśmy jeździć nad jezioro, była tam taka fajna duża plaża na której można było sobie pokłusować i pogalopować w wodzie. Ilion uwielbiał się kąpać, pamiętam jak z Anią i jej wspaniałą klaczą Bają (która niestety też już od nas odeszła) objeżdżałyśmy jezioro i na każdej fajnej plaży wchodziłyśmy z naszymi koniskami do wody. Oba uwielbiały wodę. Czasem kiedy było ciepło zdejmowałyśmy siodła, rozbierałyśmy się i razem pływaliśmy. Kiedyś pojechałyśmy nad jezioro do Tuczna, tego nigdy nie zapomnę, nie było zbyt ciepło, właściwie to nawet chłodno, znalazłyśmy fajne zejście do wody i zaczęłyśmy się pluskać. Wchodziłyśmy do wody tak głęboko aby nie zamoczyć sprzętu, zwykle wtedy kładłyśmy nogi do góry przed siodło aby się nie zamoczyć. W pewnym momencie Ilion postanowił bryknąć w wodzie i w jednej chwili, nie będąc zupełnie przygotowana znalazłam się pod wodą. Anka się obróciła patrzy a tam koń stoi sam a mnie nie ma, zaliczyłam takiego nura, że w ogóle nie było mnie widać. Zimno jak cholera, wszystko mokre a oficerki schły mi kilka dni. Ale było super, wiele razy się z tego śmiałyśmy.

 

Oprócz jazdy w tereny skakaliśmy z Ilionem przez przeszkody i super nam się współpracowało, nasz rekord to 120 cm. Kilka razy pojechaliśmy nawet na zawody, ale tak jak Ilion pięknie wszystko skakał w domu, to na zawodach zwykle zaliczaliśmy jedna przeszkodę i pełnym galopem wyjazd z parkuru. Pamiętam jak kiedyś nikt nie chciał jechać ze mną w teren tylko wszyscy woleli jeździć na miejscu, ja postanowiłam wyjechać na pole i tam sobie delikatnie pogalopować, było cudownie, wolniutki spokojny galopik do czasu… kiedy zawróciłam hen hen daleko od stajni jak Ilion zobaczył chodzące w oddali konie, jak wystrzelił to pod sama stajnią dopiero go zatrzymałam, miałam śmierć w oczach. Kiedyś mieliśmy z Ilionem również niezbyt miła przygodę.

 

Pamiętam że było to kilka dni przed moimi 18 urodzinami. Jeździliśmy sobie po łące tuż obok stajni. Ja siedziałam na Ilionie obok mnie jechał kolega na koniku polskim, który kilka dni wcześniej był wykastrowany. W pewnym momencie konik ten skoczył i zaatakował Iliona. Ruszył z zębami i pełną złością, niestety albo i stety zamiast na Iliona trafił na moją nogę. Chwycił mnie tak mocno i trzymał tak długo dopóki nie ześlizgnęłam się z siodła, dopiero wtedy mnie puścił. Trwało to chyba z 5 min. Nic się nie dało zrobić, ponieważ ten cholerny kucyk był tak zawzięty, że żadne próby rozdzielenia się nie powiodły. Na szczęście Ilion zachował zimna krew i był w całej tej sytuacji bardzo spokojny. Kiedy znalazłam się na ziemi szybko uciekłam, zdążyłam zrobić kilka kroków do barierki, wtedy zbladłam, zalałam się potem a przed oczami zrobiło mi się ciemno, nie byłam w stanie zrobić już ani jednego kroku więcej. Pamiętam jak bałam się zdjąć spodnie, żeby zobaczyć jak moja noga wygląda, czułam jak krew pływa mi pod skórą, myślałam, że mam wygryziony kawałek nogi, to było takie uczucie. Pojechaliśmy do szpitala, widok nogi był straszny, na szczęście nie była ona poszarpana. Miałam ogromnego krwiaka na pół uda, wielkie ślady zębów i ogromnego siniaka na całą nogę. Pamiętam jak na moje 18 urodziny szłam z zabandażowana i całą fioletową nogą. Do dziś została mi pamiątka po tej przygodzie, mały krwiak i ślady zębów.

Ilion pomimo tego iż był ogierem kryjącym miał wspaniały charakter. Zawsze był grzeczny, nigdy nie szalał. W terenie chodził z klaczami i wałachami w parze łeb w łeb. Kiedy na nim jeździłam zawsze wiedziałam czego mogę się spodziewać. Nie raz puszczałam w terenie wodze i galopowałam przed siebie. Kiedy widziałam z daleka stertę leżącego, świeżo ściętego drewna odchylałam się w odpowiednią stronę bo wiedziałam, że młody zaraz odskoczy.

 

Po tych wielu wspaniałych chwilach, nawet nie pamiętam kiedy dokładnie, Ilion wyjechał, dzierżawa dobiegła końca i wrócił do Stada. Wtedy nasza przygoda się skończyła…

 

Wiem, że w stadzie nie był długo gdyż był bardzo rozchwytywany, pojechał w następne miejsce, nie wiadomo było gdzie dokładnie. Kilka razy dzwoniłam do Gniezna i się o niego pytałam nigdy nie było go na miejscu, zawsze był gdzieś w dzierżawie. Pytałam się również jaka jest możliwość kupna Iliona ale powiedzieli mi, że nie jest na sprzedaż i nie będzie! Minęło kilka lat, poznałam w tym czasie fajnego człowieka, Tomka, miał on znajomości z Stadzie i wtedy pojawiła się nadzieja. Niestety jemu również powiedzieli, że Ilion jest dla nich zbyt cenny i go nie sprzedadzą.

 

Minęło kilka następnych lat, w tym czasie kilka razy jeszcze dzwoniliśmy do Stada aby się przypominać.

 

Minęło 11 lat… ja miałam już kilka swoich koni i budowę własnej stajni pod nowym, wymarzonym domem. Ilion był już wiekowy, miał 19 lat. Dostaliśmy telefon, właściwie Tomek dostał : „Ilion wrócił, jeżeli jeszcze go chcecie, przyjeżdżajcie zanim ktoś będzie chciał wziąć go w dzierżawę”. Dogadaliśmy się i tak w 2010 roku po 11 latach niewidzenia się zaczęliśmy z Ilionem nową przygodę…


Ponieważ moja budowa stajni jeszcze trwała, początkowo Ilion stał razem z moimi pozostałymi konisiami w stajni koleżanki , z którą zresztą te wiele lat temu jeździłyśmy z naszymi rumakami w tereny. Niestety nasza nowa przygoda nie zaczęła się najlepiej. Kiedy Ilion przyjechał na miejsce nie był w najlepszym stanie. Był trochę zapadnięty, miał wprawdzie wielki brzuchol ale i żebra na wierzchu, miał dziwne oczy i wyglądał na pysku jakby był po jakimś wypadku, normalnie nie ten sam koń. Był tak dziki, że bardzo ciężko się go wyprowadzało i w ogóle prowadziło. Zachowywał się tak jakby przez bardzo, bardzo długi czas nie wychodził w ogóle na padok, tylko na krycie klaczy i z powrotem do stajni. Kiedy go z Anką pierwszy raz wypuściłyśmy na padok by trochę pobiegał, boże to było straszne, przewracał się o własne nogi, nie mógł utrzymać równowagi, leżał wtedy chyba ze 3 razy. Załamałam się nie wiedziałam co robić, zadzwoniłam do mojego weterynarza i się rozkleiłam. Na szczęście on powiedział żebym się nie martwiła, przyjedzie i zobaczy co jest grane. Ściągnął najpierw specjalistkę, okulistkę ponieważ jego oczy wyglądały nieciekawie, były zamglone, dziwne, nawet zastanawialiśmy się czy on coś widzi. Badanie okulistyczne wykazało zbyt duże ciśnienie w oczach, mechaniczne uszkodzenia, jakby nakłucia na obu oczach. Pani dr powiedziała, że koń widzi ale nie wiadomo w jakim stopniu. Dostaliśmy leki i oczy doprowadziliśmy do najlepszego stanu do jakiego się dało. Niestety koń nadal tracił równowagę więc szukaliśmy dalej. Myśleliśmy o neurologu bo było podejrzenie jakiegoś małego wylewu ale to zeszło na drugi plan bo weterynarz zainteresował się uchem, które Ilion nietypowo trzymał i głowę dziwnie odchylał. Zrobiliśmy badania, okazało się, że w uchu miał bakterie coli i silny stan zapalny. Po konsultacji ze specjalistą dostaliśmy odpowiednią maść do ucha. W między czasie moja stajnia była już gotowa i leczenie Iliona odbyło się już w jego nowym domu, u mnie. Trochę to trwało, na początku nam schudł bo przez bolące ucho prawie nic nie jadł, później było już coraz lepiej. Zaczął wychodzić na padoki, na których spędzał całe dnie. Minęło trochę czasu Ilion doszedł do siebie, przestał tracić równowagę, odzyskał apetyt, stał się pełnym życia koniem. Z racji wieku i przeżyć, bardzo trudno było go nam podtuczyć. Po tym wszystkim co go spotkało, zostały niestety problemy z błędnikiem, które było widać wówczas kiedy koń stał w stajni i patrzył w niebo, na szczęście to w niczym już nie przeszkadzało. Zaczął znowu chodzić pod siodłem, nie za dużo, tak aby za bardzo go nie przemęczać. Był na tyle grzeczny, że kiedy był koniem prowadzącym, jak to ogier, jeździły na nim 10 letnie dzieci.


Początkowo kiedy Ilion wychodził na pastwiska nie potrafił skubać trawy, musiałam mu kosić i rzucać.


Ilion spędził ze mną 3 lata aż do swojej śmierci…


W tym czasie całymi dniami chodził po pastwiskach, nauczył się na nowo skubać trawkę, potrafił godzinami chodzić w kółko w wybranym miejscu, gdzie było widać później wydeptaną ścieżkę. Jego ulubionym zajęciem było tarzanie się w piasku, w błocie, w śniegu. Jego pierwszą czynnością po wyjściu na dwór było tarzanie się, najpierw jedna strona później oczywiście poprawka i druga. Pomimo tego, iż nie dało mi się go podtuczyć tak jak bym chciała, tak pięknie się świecił, że nawet nie trzeba było go specjalnie czyścić ani psikać odzywkami.


Jego ulubionym posiłkiem był mesz i taka pyszna cieplutka pasza którą sama robiłam. Kiedy jadł zawsze cały nos był upaćkany i oblepiony.


Miał dużo sił i dobra kondycję.


Pokrył w międzyczasie kilka klaczy, a ja doczekałam się po nim i mojej klaczy Karinie, potomka Krata. Mały wygląda prawie jak tata jest czarny jak smoła, ma identyczne białe skarpetki na tylnich nogach i małą gwiazdkę, na czole, Jest to mój mały Ilion (choć charakter odziedziczył po mamie).


Ilion odszedł od nas 31 stycznia 2013 roku w wieku 21 lat. Ok. godz 20 podczas wieczornego karmienia nagle padł na ziemię, dziwnie wygiął głowę i nie mógł wstać, zaczął się rzucać po boksie nie mogąc podnieść głowy. Bezzwłocznie zadzwoniłam do najbliższego weterynarza, przyjechał chyba po pól godzinie, najszybciej jak się dało. Przez ten cały czas nie mogłam nic zrobić, nie mogłam Ilionowi pomóc, nie dało się do niego wejść, wiedziałam już wtedy, że nie jest dobrze. Kiedy weterynarz dotarł trzeba było go jak najszybciej uśpić by zakończyć jego cierpienie. To był wylew, bardzo silny nie byliśmy w stanie nic zrobić.


Tak straciłam wspaniałego konia, przyjaciela z którym myślałam, że przeżyje jeszcze kilka dobrych lat. „Kocham Cię mój malutki, nigdy o tobie nie zapomnę”


 Powrót
© 2011-2017 Ośrodek jeździecki QUATRO
Projekt i wykonanie: Agencja interaktywna "Web 4"